Optymizmu można się nauczyć… nawet na emeryturze
Martin Seligman, twórca psychologii pozytywnej, przez lata badał, dlaczego jedni ludzie potrafią w trudnych sytuacjach dostrzegać możliwości, a inni widzą tylko ścianę. Jego wniosek jest prosty i odświeżająco krzepiący: optymizmu można się nauczyć. I to w każdym wieku.
Jako psychogerontolożka często słyszę: „Pani Olgo, ja już jestem za stary, żeby się zmieniać”. To mit, który potrafi skutecznie odebrać motywację. Neurobiologia pokazuje, że mózg zachowuje zdolność uczenia się przez całe życie. A Seligman dodaje do tego, że optymizm to nie cecha wrodzona, tylko zestaw nawyków myślowych, które można ćwiczyć.
Na emeryturze często mamy więcej czasu — i to jest nasz kapitał. Możemy go wykorzystać na pielęgnowanie tzw. stylu wyjaśniania zdarzeń. To, jak interpretujemy porażki czy trudności, decyduje o tym, czy czujemy się bezradni, czy pełni nadziei. Pesymista powie: „Znowu mi się nie udało, bo jestem do niczego”. Optymista zapyta: „Co mogę zrobić inaczej następnym razem?”
Ćwiczenie optymizmu w dojrzałym wieku nie oznacza patrzenia na świat przez różowe okulary. To raczej umiejętność zauważania, że nawet po burzy jest szansa na słońce. I że warto je wypatrywać, bo to wpływa na zdrowie, relacje i jakość życia.
Co można zrobić już dziś?
-
Zatrzymać się na tym, co dobre. Każdego dnia zapisać trzy rzeczy, które się udały, choćby były drobiazgami.
-
Zmienić pytania w głowie. Zamiast: „Dlaczego mnie to spotkało?” — spróbować: „Co mogę z tym zrobić?”
-
Przebywać z ludźmi, którzy w nas wierzą. Optymizm jest zaraźliwy — na szczęście w tę stronę też.
Emerytura może być czasem zwolnienia tempa, ale nie musi być czasem rezygnacji. Optymizm to mięsień — a mięśnie można wzmacniać w każdym wieku. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że „to już nie dla mnie”. Bo jak pokazał Seligman — nadzieja nie jest przywilejem młodych. To wybór, który możemy podejmować codziennie.
Obraz autorstwa rawpixel.com na Freepik
